czwartek, 30 stycznia 2014

Bezsilność w walce z nieuniknionym - recenzja Bokurano.

"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
i przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec."

Przeznaczenie, zbiegi okoliczności. Jam skłonna uwierzyć w to pierwsze, bowiem żadne z wydarzeń życia codziennego nie wydaje mi się przypadkowe. To samo mogli powiedzieć chyba bohaterowie Bokurano, przynajmniej przez pewien okres czasu. Ale wracając do recenzji i standardowego wstępu. Pewnego przypadkowego dnia, grupa przypadkowych dzieciaków w ilości sztuk piętnaście, wybrała się na przypadkową plażę. Tam czystym przypadkiem zawędrowali do przypadkowej jaskini, w której to... Oh, miało być na poważnie. Przepraszam, przepraszam. Nasi bohaterowie spotykają tam podejrzanie wyglądającego mężczyznę otoczonego niemniej podejrzanym sprzętem i choć prawdodpobnie każde z nas na ich miejscu wiałoby gdzie pierz rośnie, dzieciaki wdają się z nim w konwersację. Zostają zaproszeni do gry, co prawda, niekonecznie wytłumaczono im na czym owa gra miałaby polegać, jednakże dziecięca ciekawość zwyciężyła i grupa decyduje się wziąć w niej udział. Każdy pokolei dotyka płytki podstawionej przez Kokopelliego (gdyż tak na imię ma mężczyzna) i... jak gdyby nic, chwilę potem budzi się na plaży. Zdezorientowane dzieci postanawiają zapomnieć o całym zdarzeniu po czym wracają do ośrodka, bagatelizując sprawę. Gdyby tylko wiedzieli, w co właśnie się wpakowali!

Marzę o posiadaniu umiejętności wprawnego streszczania anime. Nieważne ile razy, za każdym jednym wychodzi tak samo - niby coś powiedziałam, ale dalej nic nie wiadomo. Tak też jest chyba i w tym przypadku. Jeżeli więc pozwolicie, przejdę do mojej nieco lepiej opracowanej strategii i po prostu opiszę swoje uczucia (a tych jest naprawdę niemało!) względem Bokurano. Fabuła. Grupka nastolatków, ba, bliżej im do dzieci, ratująca świat z pomocą gigantycznego robota. Mało abmitny shounen? Nie, ponoć dramat i to wzruszający. Spodziewając się typowego wyciskacza łez, do którego fabuła jest właściwie niepotrzebna, byłam nieco zaskoczona jej skomplikowaniem, oczywiście, zaskoczona w sposób pozytywny. Fakty związane z grą, w którą "wrobieni" (teoretycznie sami wyrazili na nią zgodę) zostali bohaterowie, są pojedynczo odkrywane i wyjaśniane nam przez twórców w trakcie trwania całej serii. Na dobrą sprawę, wszystkie brudy wychodzą na wierzch dopiero pod koniec, co pozwala utrzymać widza w napięciu i podekscytowaniu oraz nie powoduje, iż seria sprawia wrażenie przesadnie uproszczonej. Nie mogę powiedzieć, że sam szkielet fabularny to szczyt oryginalności czy weny twórczej - wręcz przeciwnie, Bokurano udowania, iż z prostych założeń można wydobyć coś wartościowego, intrygującego oraz niezwykle poruszającego. Jak chyba w każdej mojej recenzji, preferuję pominąć użycie możliwie jak największej ilości faktów - odkrywanie ich samemu sprawia o wiele więcej przyjemności. Nie czytajcie innych recenzji czy nawet opisów często widniejących nad odcinkami, są one pełne spoilerów na które i ja się niestety natknęłam.

Najcięższym orzechem do zgryzienia są dla mnie bohaterowie, bowiem opisanie całej piętnastki (nie licząc postaci pobocznych, co daje nam prawie dwukrotnie większe grono) wydaje mi się zadaniem niemal niemożliwym, tym bardziej, iż wielu z nich nie dostało przesadnej ilości czasu antenowego. Bardzo uogólniając więc - bohaterowie Bokurano to komplet niezwykle zróżnicowany, każdy bohater jest zupełnie inny i równie też inne prezentuje podejście do życia czy samej gry. Są postacie bojaźliwe, są i odważne, mamy dziewczęta pełne kompleksów jak i bardzo pewne siebie, poważnych, lekkoduchów, uprzejmych i tych nieco mniej. Pod tym względem, nie umiem zarzucić Bokurano absolutnie nic. Każdą postać cechuje realizm, w krótkim czasie przechodzą one również rozwój wypadający bardzo naturalnie. Co prawda, to prawda, biorąc pod uwagę taki, a nie inny tok wydarzeń, ciężko się do kogokolwiek przywiązać, jestem jednak zupełnie pewna, iż historie większośći z dzieciaków (a szczególnie mojego faworyta, Daichiego) poruszą nawet najtwardsze serca.

O projekty postaci nie wprawiły mnie w zachwyt, animacja zdobyła moje uznanie niezwykłą płynnością. Twórcy nie zdecydowali się również na użycie 3D, za co jestem im niezwykle wdzięczna, bowiem ostatnimi czasu aż cierpię na sam widok zrobionych tą techniką mechów. Na soundtrack w tle, dobrany absolutnie perfekcyjnie, składają się prześliczne utwory fortepianowe i skrzypcowe, jednak to i tak nic w porównaniu z openingiem, będącym prawdopodobnie najbardziej przejmującym utworem, jaki kiedykolwiek słyszałam w jakimkolwiek anime. Równie udanie wypadły oba endingi, szczególnie drugi, jednocześnie niezwykle smutny i uspakajający.
Nie jestem w stanie skrytykować Bokurano pod żadnym względem - choć istniały mikroskopijne niedociągnięcia, moje pozytywne wspomnienia zdecydowanie przeważają. Nic tylko przygotować spore pudełko husteczek i zasiadać do seansu - rekomenduję szczególnie osobom poszukującym dramatu, niebędącego jedocześnie kolejnym, Clannadopodobnym tworem.

Grafika - 7/10
Muzyka - 9/10
Fabuła - 8/10
Bohaterowie - 10/10
Całokształt - 9/10

Zachęcam do przesłuchania openingu, Uninstall, a nuż zgarnie on kolejnego fana:

10 komentarzy:

  1. Nie wiem w sumie po co te chusteczki, po informacji o płytce bym mimo wszystko dodał info o tym, że mają teraz ratować świat (co by brzmiało generyczniej).

    I jak wygląda reżyseria i kierunek graficzny? Przeczytałem mangę i ciekawi mnie jak pokazali Zeartha i resztę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam mangi, toteż nie wiem, jak anime się ma w odniesieniu do pierwowzoru. Z tego co mi się o uszy obiło, większość historii mocno złagodzono bądź nawet spłycono - nie będę się wypowiadać, naprawdę, nie mam pojęcia. What 'bout obejrzyj i sam się przekonaj?
      Co do informacji odnośnie ratowania świata - zanotowano, coś w tej sprawie uczynię, co przypomniało mi, że miałam poprawić jeszcze te nieszczęsne zapowiedzi...

      Jak zwykle, dziękuję, choć już powoli zaczynam mieć wątpliwości czy konwersuję z tą samą osobą i kim Ty/Wy w ogóle jesteś/cie.

      Usuń
    2. Nie chce mi się oglądać, ostatnio same mangi czytam, a tym bardziej nie chce mi się oglądać czegoś, co przerobiłem niedawno. :)

      Chyba tak, komentarze pod zapowiedziami, tl;dr i powyższe wszystko moje. Niby prościej by było jakbym pisał z konta google, ale co tam.

      Usuń
    3. Poprawione, sir.
      A tl;dr było najbardziej uroczym "pierwszym komentarzem" jaki mogłam sobie wyobrazić, dziękuję ♥

      Usuń
    4. Pierwsze komcie najlepsze waifu.

      Usuń
  2. Well shit, patrz co znalazłem
    http://www.animenewsnetwork.com/news/2007-06-14/bokurano-helmer-changes-story-due-to-dislike-of-manga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś już o tym czytałam, jak i również o fakcie, iż najbardziej ucierpiała historia z uczennicą i nauczycielem (niezwykle ją złagodzono) oraz ta z córką i jej matką-prostytutką, która w anime prostytutką wcale nie była.

      Usuń
    2. Ale autor odradzający fanom oglądanie animu najlepszy.

      Usuń
  3. Coś mnie jeszcze zabolało. Ogarnij punkty 1 i 2.

    http://www.virtualsalt.com/quotehlp.htm

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytata z wiersza Juliusza Słowackiego "Testament mój" , który był również użyty w "Kamieniach na szaniec" Aleksandra Kamińskiego

    OdpowiedzUsuń