Spokojny romans w tropikalnych Włoszech - recenzja Ristorante Paradiso

"Miłość w swej prostej i nieśmiałej mowie,
Powie najwięcej, kiedy najmniej powie"

Dwudziestojednoletnia obecnie Nicoletta, w dzieciństwie porzucona przez matkę, kilkanaście lat później wybiera się z odwetem do Rzymu, aby dokonać na niej zasłużonej zemsty. Tam szybko jednak zmienia zdanie, bowiem trafia do miejsca, którego nie mogła wyśnić sobie w najpiękniejszych snach - restauracji, Casetta dell'Orso, na której załogę składają się niemal wyłącznie przystojni kelnerzy w podeszłym wieku i... okularach. Jak nietrudno zgadnąć, nasza bohaterka nie zabłądziła tam przypadkowo, a właścicielką tego uroczego przybytku jest nie kto inny, jak jej własna rodzicielka z mężem. Czy paru z Was również zaniosło się szaleńczym chichotem po przeczytaniu tak absurdalnego opisu? Jakkolwiek nie brzmiałaby Wasza odpowiedź - zapraszam do reszty recenzji, w której spróbuję rozwiać wszystkie błędne założenia.

Niezwykle rzadkimi przypadkami są anime nieumiejscowione w Japonii tudzież innym, równie ekscentryczym państwie - przyznam, nie widziałam jeszcze żadnej serii, której akcja miałaby miejsce we Włoszech. Mile zaskoczona i uzbrojona w kubek ciepłej herbatki, zasiadłam do seansu. Oczekiwałam serii spokojnej, dojrzałej i przyjemnej. Jak te oczekiwania mają się do rzeczywistości? Cóż, całkiem prawdziwie, muszę przyznać. Nie należąc do ludzi lubujących wypominać wady danego tworu zamiast skupiać się na zaletach, pozwolę sobie od nich zacząć po to, by następnie przejśc do przyjemniejszej części. Przede wszystkim, jako miłośniczna seriali obyczajowych, byłam niemal zszokowana tym, jak często przyłapywałam się na stanie kompletnego znużenia akcją na ekranie. Rozumiem, iż z założenia finalny twór miał toczyć się własnym tempem, jednak głównie przez nieporadność i niezdecydowanie postaci czasem topornie było to wszystko obserwować. Ale pokolei.

Bohaterowie są oczywiście esencjalną częścią całości. Nicoletta to dziewczyna energiczna, a przy tym z głową na karku - pomijając nieprzystajającą jej czasem dziecinność, wypadła prawdopodbnie najbardziej realistycznie z całego grona. Przyjechała do Włoch ze ściśle określonym celem, a chęć zemsty na matce w jej przypadku wydaje się widzowi bardzo słuszna. Niedługo po przyjeździe, po uszy zakochuje się w jednym z kelnerów, Claudiu, choć z pozoru jednostronnie, czas pokaże nam jak było naprawdę. No właśnie, Claudio, czyli postać, z którą najwięcej miałam problemów. Jak bardzo urzekająca nie byłaby jego dobroć, wielkoduszność i zwyczajny urok osobisty, do mnie nie przemówił kompletnie - i tutaj miałam wrażenie, iż czasem jego problemy były nieco wyimaginowane. Na pierwszy rzut oka widać za to różnicę wieku i poglądów na świat u głównej pary, za co twórcom należą się niemałe oklaski. Warta wspomnienia jest również matka głównej bohaterki, Olga, na początku sprawiająca wrażenie "antagonistki" całej serii, później pokazuje nam swoje bardziej "ludzkie" oblicze. Na resztę załogi składają się kelnerzy w Casetta dell'Orso i kilka mniej lub ważnych dla fabuły postaci, o których wspomnienie z tego miejsca okazałoby się prawdopodobnie dla wielu z Was spoilerem. Ogółem rzecz biorąc, niemalże każdą dało się zrozumieć i choćby w minimalnym stopniu polubić.

Klepnę więc stałą formułkę na temat animacji, grafiki i soundtracku. Nie było źle, ale mogło być lepiej, huh? Cóż, analizując Ristorante Paradiso, nic bardziej odkrywczego niestety nie przychodzi mi do głowy. Najciekawiej wyszła zdecydowanie kolorystyka, ciepła i jasna. Projekty postaci zostały wiernie odwzorowane z mangowego pierwowzoru, co okazało się zarówno plusem, jak i minusem. Choć całość prezentowała się bardzo schludnie oraz oryginalnie jednocześnie, tak nieproporcjonalnie długie kończyny czy szerokie usta psuły to pozytywne wrażenie. Nic zaskakującego nie wniosły również tła, tak jak wyżej, staranne, lecz czasem przesadnie wręcz puste. Animacja stała na dośc przyzwoitym poziomie - fajerwerków nie zaobserwowałam, acz obyczajówka akurat i bez tego się obejdzie. Oprócz prześlicznego endingu, paru skrzypcowych utworów i przeciętnego openingu nie udało mi się wychwicić niczego interesującego i w ścieżce dźwiękowej. Szkoda, nie powiem - czasem brakowało mi jakiegoś dominującego utworu w tle.

Muszę przyznać, mam względem tego anime dość mieszane uczucia. Z jednej strony zdarzało mi się rozpłynąć w panującym w nim klimacje, z drugiej jednak obawiam się, iż tempo wydarzeń może przytłoczyć nieco mniej cierpliwego ode mnie widza. Koniec końców, Ristorante Paradiso zapamiętałam raczej mile i z ręką na sercu mogę polecić je każdemu poszukującemu dobrych okruchów życia, umiejscowionych w niecodziennym settingu.

Streszczając:
Grafika - 5/10
Muzyka - 6/10
Postacie - 8/10
Fabuła - 7/10
Całokształt - 7/10
Następny PostNowszy post Poprzedni postStarszy post Strona główna

1 komentarz: