piątek, 12 września 2014

Top 10 - horror

1. Ghost Hunt - Jedyna chińska bajka, która sprawiła, iż podczas oglądania w przyciemnionym pokoju, nieomal śmiertelnie przeraził mnie dźwięk domofonu. Świetnie wykreowany klimat, dobrze dobrany setting, piękna, nastrojowa muzyka - choć na liście posiadam serie o wiele bardziej skomplikowane fabularnie, z głębszym przesłaniem, lepiej skonstruowanymi bohaterami, Ghost Hunt stanowi jedyny przykład autentycznego straszaka, a tutaj oceniam właśnie wpasowanie się w kategorię "horror". Świetna rozrywka na wolny wieczór, gratka dla fanów dreszczyku na plecach, z małym bonusem w postaci cokolwiek niezłego wątku romantycznego.  Osoby o słabych żołądkach mogą czuć się spokojne - seria udowadnia, że da się zrobić udany horror, bez wylewania wiader krwi tudzież przerzucania kilogramów flaków przez ekran. Pozycja obowiązkowa dla fanów kina grozy.

2. Mononoke - Miejsce drugie różni się od mojego namba łan w zasadzie wszystkim, prócz gatunku. Mononoke to zbiór wysublimowanych historii, stanowiących swoiste dzieło sztuki, albowiem wszystkie razem i każda z osobna zachwycą swoim stylem nawet najwybredniejszych krytyków. Nie odnoszę się wyłącznie do interesującej, niezwykle barwnej i starannej, oprawy graficznej,  ale również do wykwintnej atmosfery oraz pomysłowości przy ekranizowaniu kolejnych opowieści, dość luźno inspirowanych japońskim folklorem i kulturą. Cudownie błyszczący brylant, niestety, zakopany pod górą paskudnego mainstreamu. Jedna z tych bajek, którą prędzej czy później, każdy po prostu musi zobaczyć, a i warto taką pokazać sceptykowi japońskiej animacji.

3. Kara no Kyoukai - Podium zamyka pozycja z jeszcze innej beczki, seria siedmiu filmów, w bólach wychodząca przez dwa lata. Było jednak na co oczekiwać, a wysiłek włożony w przygotowanie każdej kinówki jest widoczny gołym okiem - zachwycająco szczegółowa animacja, troska o najmniejsze detale, tła, mimikę twarzy, wybitny soundtrack Yuki Kajiury. Brutalna, bezwzględna, czasem dramatyczna i smutna opowieść o miłości, która pozornie nie miała racji bytu. Cons? Nierówny poziom. O ile pierwszy, drugi i siódmy film, to istne masterpieces, nie mogę użyć równie pochlebnych słów w stosunku do chociażby piątego (chyba z winy protagonisty a'la Shirou-People-Die-If-They-Are-Killed Emiyi). Ale cóż, w tym przypadku, nie umiem być obiektywna. Naprawdę polecam zapoznać się z całym uniwersum.

4. Shiki - Wampiry, którym na szczęście daleko do sparklowania, polemiki na temat "zła" i "dobra", poruszające studium zdradliwej i niestabilnej natury człowieka, a to wszystko tylko zalążek iście filozoficznej historii, w której dobitnie dowiadujemy się, że nic nie jest tylko białe lub czarne. Smutnie realistyczna bajka, z góry skazana na brak happy endu. Wystarczy przebrnąć przez nieco nudniejsze, pierwsze dziesięć odcinków, aby dosięgnąć do istnego cudeńka. Klimat adekwatny do horroru, choć nie oszukujmy się, tu najważniejszy jest dramat. Niemniej jednak, nie wyobrażam sobie tej listy bez Shiki.



5. Higurashi no Naku Koro ni - Moje ulubione anime wszech czasów, obiektywnie umieszczone w połowie zestawienia, głównie z powodu niewielkiej ilości elementów typowych dla horroru, raczej nie potrzebuje przedstawienia lub zarysu fabuły - Higurashi zna praktycznie każdy i bardzo dobrze. Nie będę mówić nic, to jedna z tych bajek, o których lepiej wiedzieć jak najmniej. Niezaznajomionym z uniwersum, choć śmiem powątpiewać, jakoby znaleźli się tacy, poleciłabym po prostu obejrzeć, wszak cholernie warto.




6. Ayakashi: Japanese Classic Horror - Prequel do Mononoke, nieznacznie od swojego następnika słabszy, acz wciąż warty uwagi. Od perfekcyjnej historii z Bakeneko, przez solidną opowieść o odizolowanej od świata księżniczce, po nieco nudną adaptację japońskiej sztuki, innymi słowy - jak w przypadku Kary no Kyoukai, poziom jest po prostu nierówny. Najmocniejszymi stronami Ayakashi są zdecydowanie soundtrack (ciekawa mieszanka rapu, elektroniki, fortepianu i melancholijnego popu), śliczna grafika, o której mogę powiedzieć w zasadzie tyle samo, co o Mononoke, niepowtarzalny klimat i luźne nawiązania do kultury oraz folkloru Japonii, które dzięki dobrej narracji, zrozumieją nawet laicy w tej dziedzinie.


7. Petshop of Horrors - Chiński hrabia, prowadzący sklep z osobliwymi zwierzętami w nowojorskim chinatown - brzmi ciekawie? I takie też jest. A największa wada? Długość. Tak fantastyczna manga (którą, co niezwykle mnie raduje, wydaje u nas Taiga) zasługuje na pełną adaptację. Niestety, zekranizowano jedne z mniej interesujących historii, co nie zmienia faktu, iż mamy do czynienia z porządnym, klimatycznym serialem. Lekko archaiczna kreska, która w mandze prezentowała się prześlicznie, w anime zdecydowanie została poddana deformacji ze względów cięć budżetowych, acz zachowano oryginalne projekty postaci. Reasumując - dobra OAV na rozpoczęcie przygody z charyzmatycznym Hrabią. Mimo wszystko, manga >>> anime.


8. Ghost Hound - Tak, owszem, spokojnie - zdaję sobie sprawę, iż Ghost Hound stricte horrorem nie jest, aczkolwiek klimat utrzymujący się gdzieś do okolic odcinka dziesiątego utwierdzał mnie w przekonaniu, że tak tę serię powinno się traktować (i lepiej by całość wyszła, gdyby w podobny sposób została poprowadzona do końca, ale to już inna sprawa). Z pierwszą pozycją na mojej liście, omawianej bajki nie łączy jedynie podobny tytuł, a duchowa tematyka, tym razem podana w naukowy sposób. I wiecie co? To właśnie jej największa wada. Fabuła jest naprawdę interesująca, warstwa psychologiczna dobrze rozwinięta, bohaterowie idealnie pasują do settingu, skądinąd sztampowego (mała, odizolowana miejscowość, w której mieszkańcy Plotkują), lecz mającego jakieś logiczne wytłumaczenie, a gęsty, ciężki klimat można by nożem kroić, na szczególną pochwałę zasługuje również grafika oraz cudowny opening, co psują nudne, książkowe wykłady, próbujące objaśnić obecność wszystkich zjawisk nadprzyrodzonych - dla jednych może to być jednakże zaletą. Polecam po prostu przekonać się samemu.

9. Kemonozume - Coś zdecydowanie dla starszego widza, seria przepełniona potworną (metaforycznie i dosłownie) brutalnością, czarnym, rzeźnickim humorem, nagością, erotyką, eksperymentująca z grafiką i konwencją. Szalone, groteskowe, ale i bardzo ciekawe, niewychodzące jednak niestety poza takie ramy, acz wyraźnie próbujące się im wymknąć. Fabuła prosta jak drut, luźno nawiązująca do wspominanego już "człowieka w potworze, i potwora w człowieku", lekko nieskładna i dziurawa, nieskomplikowani, acz...cóż, "sympatyczni" to bynajmniej nie jest odpowiednie słowo, bardziej dający się lubić, bohaterowie, soundtrack równie osobliwy, a i w swojej dziwaczności zaskakująco udany. Zdecydowanie nie dla każdego, aczkolwiek wielu ten eksperyment powinien przypaść do gustu.

10. Cossette no Shouzou - Last but not least, krótkie, trzyodcinkowe OAV, mieszające elementy kina grozy nieco bardziej gore, dramatu oraz romansu. Można by rzec, kolejna opowiastka, o tragicznej miłości skazanej na niepowodzenie i choć pałam sympatią do omawianego tytułu... nie umiem się z tym nie zgodzić. Abstrahując od niewątpliwie przepięknej strony audiowizualnej (Yuki Kajiura, co tu dużo mówić, nieznane mi z nazwy studio Doumu, definitywnie przyłożyło się do grafiki, która jest wręcz zachwycająca), anime okazało się niestety za krótkie, by w pełni rozwinąć oraz wyjaśnić dość skomplikowaną intrygę. Rekomenduję z lekkim dystansem, nie bez powodu wszakże umieściłam Cossettte jako ostatnią pozycję na liście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz