niedziela, 16 listopada 2014

Półmetek jesieni 2014.

Śmiało mogę rzec, iż na chwilę obecną, jesień to prawdopodobnie najlepszy sezon w tym roku. Przyniósł ze sobą serie bardzo różnorodne, a wybranie własnego top 10 było dla mnie raczej niełatwym zadaniem. O ile znajdę czas wolny, zabiorę się również za Nanatsu no Taizai, o którym również słyszałam wiele dobrego. Przejdźmy jednak do konkretów.

Akame ga Kill! - wraz z postępem odcinków, a co z tym (czasem) równoznaczne, fabuły, obsada po raz kolejny traci członków. Nie będzie chyba wielkim spoilerem gdy wyjawię, iż straty odnosi zarówno Night Ride jak i Jeagers. We wspomnianej już fabule nie zachodzą większe zmiany -  wciąż praktycznie nie istnieje. Ot, dobrzy-źli zabiją członka złych-dobrych, tamci się odwdzięczą i tak w kółko. Co ciekawe, mnie ta specyfika chyba odpowiada. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest dobra bajka. Bynajmniej. Nieźle sprawdza się natomiast jako sezonowe oglądadło, ot, można obejrzeć choćby dla zaspokojenia ciekawości, kto pożegna się z życiem w kolejnym odcinku.

Akatsuki no Yona - a więc przeglądam sobie chart na jesień kilka miesięcy temu i moim oczom ukazuje się dziewczę z kataną, otoczone wianuszkiem urodziwych chłopców. Naturalnie, Akatsuki no Yona zostało moim must watchem, bowiem nie możliwości, abym z własnej woli przegapiła głupkowaty reverse harem. Nadszedł dzień premiery, odpalam odcinek i tym razem, moich uszu dobiega bodaj najpiękniejsza melodia openingu, jaką słyszałam od wielu sezonów. Niezrażona niewątpliwymi walorami czołówki, wszakże nawet najgorsze szmiry miewały niezłe soundtracki (Vampire Knight, żeby daleko nie szukać), oglądam dalej. Odcinek postępuje, a w raz z jego zakończeniem, nadchodzi TWIST. Mało tego - oprócz zatrważającego TWISTU, zawartość sama w sobie wypadła iście intrygująco. I tak mija już szósty, a moja ekscytacja tym tytułem tylko wzrasta. Rozwijany w tle Spisek zaczyna nabierać sensu, postacie natomiast wielowymiarowości i charakteru - chara development, szczególnie naszej rozkapryszonej księżniczki, przebiega bardzo pomyślnie. Dzwoneczkowy, skrzypcowy, harfowy i tak dalej OST zachwyca, zaledwie nieco słabiej z grafiką, podczas gdy większość postaci wygląda prześlicznie (a szczególnie właśnie Yona), tła, pomimo ogromnego pola do popisu dla grafików, nie powalają na kolana, nie można im za to odmówić schludności. Reasumując - jedno z najmilszych zaskoczeń sezonu. Pacing może i wolny, stąd moje obawy, czy cały materiał (piętnaście tomów mangi, na szczęście, zakończonej) zostanie zawarty w marnych dwudziestu czterech odcinkach, jednak pozwala na dogłębne zapoznanie się z bohaterami.

Amagi Brilliant Park - sytuacja, rzekłabym, niemal bliźniacza jak w powyższym przypadku. Przed rozpoczęciem sezonu, I was like "Dobra, nowa bajka od KyoAni, brzmi trochę absurdalnie, pewnie tak też wyjdzie, ale obejrzę dla grafiki". Bardziej w błędzie być nie mogłam, bowiem wyszła naprawdę sympatyczna komedia! W sprawie grafiki naturalnie miałam rację, otrzymaliśmy istny cukierek dla oczu. Humor jest świetny, przeszkadza nieco fanserwis, na szczęście, dozowany z rozwagą. Opening zapowiada również Mhroczną Intrygę, a jak wiadomo, Mhroczne Intrygi nigdy nie pasują do tego typu bajek. Miejmy nadzieję, że to tylko moje niesłuszne przypuszczenia.

Bonjour♪Koiaji Pâtisserie - adaptacja otome! Otome! Yay! Bisze sparklują przy okazji pieczenia ciasteczek, heroina udaje posiadaczkę fałdek na mózgu, ale my tam wiemy swoje. Można się pośmiać, polecam.

Danna ga Nani wo Itteiru ka Wakaranai Ken - ot, komediowa krótkometrażówka. Perypetie młodego małżeństwa faktycznie bywają całkiem zabawne, serii zdecydowanie służy taki, a nie inny format. Nothing special though.

Denki-gai no Honya-san - this. is. incredible. Tak incredible, jak tylko mogą być przygody pracowników księgarni, a konkretnie działu z hentajowymi mangami. Mamy miłośniczkę wszelakich zombie, Protagonistę-Takiego-Jak-Ty #2314, wiecznie sfrustrowaną mangaczkę, Hentajowego Boga i kilku innych. Zresztą, bohaterowie nie mają nawet imion. Wystarczą im ich zjechane osobowości. Absurdalne, na pewno, głupie, może trochę, ale idealne do wyłączenia komórek mózgowych i zanoszenia się gromkim rechotem co kilka chwil.

Hio-tan~

Donten ni Warau - nie żebym spodziewała się poważnej, dojrzałej opowieści o samurajach w stylu Saraiya Goyou. Nie żebym oczekiwała komedii pokroju Gintamy. Ni to pies, ni wydra, na pewno nie zaczęło się dobrze. Pomimo ślicznych chara designów, od animacji czuć biedą, a cała bajka rozpoczyna się od fillera. Gdzieś w okolicach czwartego odcinka faktycznie zaobserwowałam poprawę, wciąż jednak nie umiem wykrzesać z siebie specjalnie ciepłych uczuć względem tej serii. Jak dla mnie meh.

Fate/stay night: Unlimited Blade Works - w roku 2006, prawdopodobnie najbardziej urodzajnym roku w historii chińskich bajek, wyemitowano Fate/Stay Night, niespecjalnie udaną (za to okraszoną wybitnym soundtrackiem i genialną, jak na tamten rok, animacją) adaptację jednej z najsłynniejszych i najbardziej cenionych visual novel. Cztery lata później uraczono nas równie niepowalającą, filmową ekranizacją innej ścieżki, Unlimited Blade Works. Pomijając doskonały prequel, Fate/Zero, z 2011 i 2012, po kolejnych czterech, jesienią roku 2014 otrzymaliśmy telewizyjną wersję wydarzeń z UBW. Najlepsze dzieło z uniwersum Fate? Cóż, to się okaże. Póki co, jest bardzo dobrze, acz F/Z wciąż stoi półkę-dwie wyżej. Type-Moon zawsze słynął z wysokiej estetyki swoich bajek. Nawet spodziewając się czegoś pięknego, UBW 2014 wciąż ma szansę zachwycić. Mówię serio. Ta grafika, ta animacja, majstersztyk.  Gdyby zamiast ograniczania, kompletnie wyciąć rolę Shirou, byłoby niemal perfekcyjnie.

Gugure! Kokkuri-san - czyli kolejna bajka, która miewa swoje momenty, ale ogółem jest mocno przeciętna i pewnie zapomnę o niej wraz z zakończeniem sezonu. Nie mogę się wyzbyć uczucia przypadkowości w niektórych odcinkach, ot, jeden gag się kończy, ni z gruchy, ni z pietruchy, przechodzimy do kolejnego. A Kohina nieco działa na nerwy.

Inou-Battle wa Nichijou-kei no Naka de - Trigger chyba nie umie into adaptacje. I znowu - teoretycznie tragedii nie ma, tylko czy właściwie skrajne serie nie są bardziej interesujące? Owszem, wolałabym coś po prostu, bezdyskusyjnie beznadziejnego. Inou Battle jest dla mnie ciężkie do oceny; bohaterowie są całkiem sympatyczni, cała ta sztampowość jeszcze jako-tako daje radę i to właściwie wszystko. Typowe 5/10, not quite sure how to feel about this.

Kiseijuu: Sei no Kakuritsu - po raz kolejny, liczyłam na porządny horror. Znowu srodze się zawiodłam, na szczęście, nie otrzymaliśmy gniota pokroju Tokyo Ghoula. Jest logicznie, fabuła może nie porywa, a główny bohater swoją nijakością raczej nie wzbudza wielu pozytywnych emocji. Następuje parę Twistów, szczególnie w odcinku szóstym, a opening obiecuje Przemianę Shinchiego. It's all right, but nothing beyond that yet.

Log Horizon 2nd Season - syndrom emo dopada każdego. Niestety, dopadł nawet przesympatycznych bohaterów przesympatycznej bajki. Deen, piss off. Zmiana studia poskutkowała nie tylko innym stylem rysowania bohaterów (a szczególnie bohaterek), ale i innym klimacie, a tego już nie zdzierżę. Robi się coraz bardziej smętnie, to już nie ta sama seria, w której postacie beztrosko smażyły hamburgery. Poziom nie spadł aż tak drastycznie, mimo to, niesmak pozostaje. Smutno.

Mushishi Zoku Shou 2nd Season - Mushishi to po prostu Mushishi. Mogłoby trwać w nieskończoność. Wybitna seria.

Ookami Shoujo to Kuro Ouji - od dłuższego już czasu, w shoujo istnieje pewien chory trend na sadystycznych biszów. Naturalnie, nie ma nic zdrożnego w lekkich uszczypliwościach. Zdecydowanie to w każdym razie lepsze od bezpłciowych "ideałów".  Są jednak skrajności tak obrzydliwe, jak Kyouya Sata z Ookami Shoujo to Kuro Ouji. Nasz tytułowy Mroczny Książę jest chamem, któremu powinno się zabronić funkcjonowania w normalnym społeczeństwie. Przewyższa go jedynie pamiętny Irie z Itazura na Kiss, jednak jego naprawdę ciężko byłoby kiedykolwiek przebić w byciu przysłowiowym członkiem. Dużo gorsze są natomiast ich wielbicielki, czyli w tym wypadku, Erika Shinohara. Nazwanie ją Wilczycą wciąż powoduje u mnie niekontrolowane salwy śmiechu. Otóż Erika jest skończoną idiotką, bez jednej, pojedynczej, fałdki na mózgu. Kyouya pomiata nią jak brudną ścierą (szczerze powiedziawszy, okazuję więcej szacunku szmatkom), a ta skretyniała ameba bez chwili wahania wykonuje każde jego polecenie, osiągając pełnię szczęścia przy każdym geście "dobroci" ze strony swojego "księcia". Nazwanie jej zauroczenia "irracjonalnym" to zdecydowanie za mało. Sata reprezentuje sobą absolutne zero, ale Erice naprawdę do niego niedaleko. Dziewczyna tak rozpaczliwie poszukiwała przyjaciółek, iż nie widziała nic przeciwko głośnym przechwałkom na temat nieistniejącego chłopaka i ich, obviously, równie wyimaginowanego życia seksualnego. Mało tego, posunęła się do sfotografowania przypadkowego przechodnia, gdy jej podejrzliwe "przyjaciółki" (Futaba z Ao Haru Ride posiadała równie oddane koleżanki) poprosiły o zdjęcie jej ukochanego. Takich ludzi powinno trzymać się w zakładach psychiatrycznych. Tak, w głębi ducha, on na pewno ją kocha. Tylko wstydzi się do tego przyznać. My ass. Tragedia.  

Orenchi no Furo Jijou - screamo w openingu, sama jego animacja, wygląd i zachowanie głównych bohaterów. Na geniusz Uteny, niech mi ktoś powie, że to nie jest spin-off Free! A bajka śmieszkowata. Nie zawsze w pozytywnym sensie, ale osobiście tego oczekiwałam.

Psycho-Pass 2 - to drugi sezon Psycho-passa. Ale mam problem. Owszem, opening jest genialny, ending to cudo, pierwszy odcinek, w którym jesteśmy świadkami gigantycznego chara developmentu Akane od pierwszej serii - fantastyczny, a seria zapowiada się naprawdę obiecująco... No właśnie, zapowiada. A wyemitowano już ponad połowę. Wątek z Kamuiem (Kamuim? whatever) ciągnie się już zdecydowanie zbyt długo. Sam bohater zresztą wypada bardzo blado na tle innych, zamiast sprawiać wrażenia intrygującego. Zrobiło się za to krwawo, nawet bardzo. Czyżby Urobutcher próbował maskować brak oryginalnych pomysłów na kontynuację sieczką? I hope not. No cóż, czas pokaże. Póki co, czekam na jakąkolwiek wzmiankę o Kougamim.

Selector Spread WIXOSS - podobało mi się zakończenie pierwszego sezonu. Pomimo niechęci do samej bajki, zakończenie było pro. Takie urocze "Wszyscy zginęli, a wielkie Poświęcenie na nic się zdało". No i postanowiono stworzyć drugą serię, nie zważając na to, iż 3/4 pierwszej było po prostu nudne. Zaczęło się wcale nieźle, ot, szału oczywiście wciąż nie ma, ale da się obejrzeć. Miałam nawet nadzieję na jakieś rozwinięcie głównego wątku, odkrycie jeszcze większych i jeszcze mroczniejszych sekretów WIXOSS, a tu dostajemy miotającą się i płaczącą za Tamą Ruuko. Za to LRIG Chiyori przemawia głosem Arai Satomi i to chyba największa zaleta tej serii. STAFF zdecydowanie nie umie już into dobre bajki.

Shigatsu wa Kimi no Uso - ten opening. Jest piękny. Ta muzyka. Jest piękna. Ten klimat. Jest piękny. Ta bajka. Jest po prostu piękna. Dawno nie oglądałam romansu, w którym uczucia bohaterów zostały ukazane w tak naturalny sposób, zauroczenie, zazdrość, niepewność czy frustracja. Cudowne okruchy życia, jedne z lepszych w tym roku, wyszło nawet lepiej, niż się spodziewałam. Niespecjalnie chyba tylko z grafiką, o ile  w przybliżeniu postacie wyglądają naprawdę schludnie, a kolorystyka i tła są śliczne, to w oddalonych kadrach zaczynają się nieco deformować, najgorsze są chyba znikające oczy. Do tego dłonie Arimy grającego na fortepianie są w CGI, co potwornie gryzie się z tradycyjnymi chara designami i nie oszukujmy się, CGI prawie zawsze wygląda po prostu źle. Mimo wszystko - dla tak fantastycznej serii, zdecydowanie warto przeboleć widoczne cięcia budżetowe.

Shingeki no Bahamut: Genesis - bajka na podstawie karcianki? Honestly, why not. Szczególnie tak dobra bajka. Walki z użyciem magii, w towarzystwie świetnego soundtracku, animacji, dużej dawki humoru oraz przede wszystkim - charyzmatycznych, oryginalnych i pełnokrwistych bohaterów!
FAVARO!


Shirobako -  po wątpliwie przyjemnym, acz definitywnie bogatym we wrażenia seansie Glasslip, delikatnie mówiąc, obawiałam się, cóż takiego P.A Works może jeszcze wykrzesać z mózgów swoich kreatywnych pracowników. W zadumę wprawiała już sama idea, piątka dziewcząt marząca o karierze w przemyśle anime. Reasumując, zapowiadał się taki gorszy Kejon. Shirobako to jednak kolejne z wielkich zaskoczeń tego sezonu. Na samym starcie dowiadujemy się, iż bohaterki są dorosłe, a ich życiowe ambicje nie tak oddalone, gdyż wszystkie stawiają już swoje kroki w wybranych dziedzinach. Dostajemy niewyidealizowany wgląd na produkcję bajek, okraszony spokojnym humorem oraz sympatycznymi postaciami. Zacna bajka, do recommend.

Sword Art Online II - uwaga - walka w jednym z najnowszych odcinków trwała prawie pół odcinka. Nie trzydzieści siedem sekund, pół odcinka. Niespecjalnie polepszyło to moją opinię na temat tej żenady, szczególnie obserwując straszliwy spadek jakości grafiki.

Ushinawareta Mirai wo Motomete - Shitest Animation of the Season Award. Chłopiec i jego harem, wydanie kolejne - z rozmachem skopane. Nie tylko głupie, ale i wyjątkowo irytujące oraz przewidywalne do bólu. Protagonista - niedomyślny idiota, na harem składa się wielkooka kretynka z amnezją, opanowana ojou-sama, Przyjaciółka z Dzieciństwa i chyba ktoś jeszcze, ale szczerze powiedziawszy, nie pamiętam. Kto by jednak przejmował się dziewczynami tak kompletnie bez wyrazu i polotu. Wątek supernatural nie sprawia wrażenie intrygującego, a zupełnie niepotrzebnego. Oprawę audiowizualną pozwolę sobie pominąć milczeniem.

World Trigger - Shitest Animation of the Season Award - Runner up. Już abstrahując od paskudnej grafiki, jak powyżej, aż brak słów, żeby opisać obrzydliwość wszechobecnego CGI, mam wrażenie, jakobym oglądała zlepek wielu bajek, bardzo nieudolnie połączony w jedną serię, podobnie jak w Hamatorze. Trochę tu z Darker than Black, Tiger & Bunny, Nobunagun, Kiseijuu, Bokurano, ale nawet z potencjalnie dobrych składników, można stworzyć paskudny produkt końcowy. Tak też jest w tym przypadku.

Yama no Susume 2nd Season - poziom został utrzymany, wciąż jest równie sympatycznie. Co tu dużo mówić, naprawdę przyjemna bajka.

Hiyowe top 10 so far:

1. Mushishi Zoku Shou 2nd Season
2. Shigatsu wa Kimi no Uso
3. Akatsuki no Yona
4. Shingeki no Bahamut: Genesis
5. Shirobako
6. Amagi Brilliant Park
7. Psycho-pass 2
8. Fate/Stay Night: Unlimited Blade Works
9. Log Horizon 2nd Season
10. Denki-gai no Honya-san

3 komentarze:

  1. Danna ga Nani shortem sezonu, może nie jest przesadnie powalający, ale jest co szanować - http://33.media.tumblr.com/4e1a5300f4f700f2f810f9ab29d58255/tumblr_ndcyfquqRl1r0wlweo4_1280.jpg <3

    Staff nie umie w bajki już chyba od czasu Golden Time jak nie dalej *nie wiem jak z 2 Little Busters ;_;*. Fakt faktem od Railguna S nie widziałam dobrej bajki od tego studia, chyba że liczymy Love Stage oglądane just for lulz, było świetną kopalnią śmieszków.

    Jeśli boli Cię Ushinawareta powinnaś być wdzięczna losowi, że nie zaczęłaś Grisai. Wytrwałam 4 odcinki, teraz nie mam ochoty kijem tego tykać. Nie jestem w stanie ścierpieć ani minuty tego bezsensownego gówna nawet dla prześlicznej kreski, animacji i stylu graficznego, które do złudzenia naśladują Monogatari. Nigdy więcej tak łatwo nie zaufam OdA.

    Tak z ciekawości - co uważasz za opening sezonu, Yonę, Bahamut czy Shigatsu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo w moim stylu byłoby odrzec "Yona, bowiem opowiada historię bez słów" i właściwie bliska jestem temu stwierdzeniu, niemniej jednak... Cóż, za każdym razem gdy słyszę opening Shigatsu, ryj cieszy mi się od pierwszych nut. Bahamut to również kawał porządnego openingu, ale moje serce jest z Kao-chan.

      Usuń
  2. Och, wyciagnelas mnie z załamania nerwowego. Juz się balam, ze cos nie tak z moim gustem. Gdzie nie spojrze, tam wielbia Donten. Aż się przestraszylam z tego wszystkiego, ze jestem sama w tym niepodobaniu. Ale jednak nie tylko ja uważam to za... słaba serie.

    W temacie Taizai, można obejrzeć, taka przygodowka z super-immortal głównym bohaterem i bezuzyteczna-ale-ladna-i-waleczna-dziewczyna "chce się na cos przydać". Do tego przeurocza gadająca świnia, na która będę głosować na shindenowskich wyborach (w kategorii maskotka sezonu, Hawk to zdecydowanie najcudowniejsze stworzenie w tamtej bajce).
    Słowem - bardzo sympatycznie.

    Widzę, ze w uwielbieniu do Shigatsu nie jestem sama. Zakochałam się w kocie z openingu, zresztą nie tylko w nim. Samo intro tez wymiata.

    Sushi

    OdpowiedzUsuń