poniedziałek, 31 lipca 2017

Dlaczego przestałam oglądać anime.

W każdej dziedzinie życia jest chyba tak samo; wszystko "kiedyś" było lepsze. Nieoczywistym jest wszakże, że takie generalizowanie jest śmieszne. Chyba nikomu nie było lepiej gdy jedzenie było przyrządzane wyłącznie na ogniu, a ludzie gołymi rękoma obdzierali upolowane przez siebie zwierzęta ze skóry. Niewiele osób tęskni również za czasami zaborów wojennych. Osobiście preferuję myślenie przyszłościowe i niezatapianie się w starych czasach, a raczej optymistyczne spoglądanie w przyszłość. Było dobrze, ale to nie znaczy, że teraz może być tylko gorzej. Tylko czy to samo mogę powiedzieć o moich drogich japońskich kreskówkach?

Zima 2017

Swój pierwszy szok przeżyłam już zimą. Z trzydziestu sześciu nowo wydawanych serii, zainteresowana byłam bowiem zaledwie sześcioma, z czego połowę stanowiły kontynuacje. Zostałam więc z zaledwie trzema nowymi tytułami. Kobayashi-san no Maidragon wyłączyłam po kilku minutach. Tytuł co prawda obrósł w liczne memy, jednak po recenzjach przeczytanych po zakończeniu emisji utwierdziłam się tylko w przekonaniu co do słuszności swojej decyzji. Podobny los spotkał Urara Meirochou. Masamune-kun no Revenge brzmiało żałośnie już z tytułu, z Gintamą i tak jestem już bardzo do tyłu.

Zaintrygowało mnie natomiast Kuzu no Honkai. Oto dostaliśmy niemożliwe - uczniów szkoły średniej podchodzących do relacji fizycznych z równieśnikami w sposób, w jaki zachowaliby się (prawie) normalni ludzie. O ile zwyczajowe zachowania w takich typu seriach można tłumaczyć różnicami kulturowymi pomiędzy zachodem, a Japonią, ciężko uwierzyć, że tamtejsi nastolatkowie płoną w rumieńcach na samą myśl o złapaniu ukochanej osoby za rękę, co tu mówić o pikantniejszych sprawach, jak pocałunkach w policzek lub zwracaniu się do nich po imieniu (!). Mugi i Hanabi, choć zakochani w innych osobach, przejawiali typową dla młodych ludzi w ich wieku ciekawość ciała płci przeciwnej oraz zrozumiałą dla samotnych nastolatków potrzebę fizycznej bliskości. Niestety, jak to z większością nieźle zapowiadających się romansów, wszystkim gdzieś po drodze kompletnie odbiło i obrzucono nas wyłącznie stertą idiotycznych decyzji, jak i bezsensownym zakończeniem. Spoglądanie na poczynania tych kretynów dzieciaków zaczęło przysparzać mi fizycznego bólu od mniej-więcej połowy serii, a czasem budzę się w nocy z krzykiem na samo wspomnienie finalnego odcinka. 

Otrzymaliśmy jednak prawdziwe dary z nieba, klejnoty w tej ogromnej, śmierdzącej kupie łajna. Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu, seria w której zakochałam się rok temu, otrzymała bowiem sezon drugi. Choć do pewnego stopnia zgadzam się z krytyką "twistu" odcinka finalnego, wciąż nie umiem powiedzieć złego słowa na temat tej perełki. To po prostu miłość. Czy pamiętam cokolwiek innego z tego sezonu? Za cholerę.

Wiosna 2017

Kryzys egzystencjalny czekał na mnie jednak dopiero w momencie w którym zorientowałam się, iż jedyną oglądaną przeze mnie sezonówką jest Shingeki no Kyojin. Ale po kolei. Załamana zimą, nie przyłożyłam się zbytnio do rozeznania się w nowym sezonie i tak oto skończyłam z niczym. Zgorszona hitami podrzędnych fanpejdży z nieśmiesznymi memami, takimi jak Eromanga Sensei, Re:Creators (po którego pierwszym odcinku miałam ochotę wybrać się na chemioterapię) czy nowe DanMachi, obejrzałam sobie... Berserka 2. Kosztowało mnie to co prawda parę potyczek z mikserem,  gdy mój współoglądający próbował powstrzymać mnie od wydłubania sobie oczu, ale Griffith did nothing wrong i czekamy na sezon trzeci.

Drugi paragraf nie istniałby gdybym pod sam koniec nie zauważyła, iż wydawany był również drugi sezon przecudownej serii obyczajowej, Uchouten Kazoku. Zapewne niewielu z was przypomina to sobie, jednak w dawnych czasach, jakimi był rok 2013, rocznie wypuszczano więcej niż dwie serie zdatne do oglądania, a lato obdarowało nas taką też perełką (jak i KamiNomi 3, Gin no Saji, Genshikenem 3, Gatchaman Crowds oraz... Danganronpą [iks de]). Choć naprawdę uśmiech mi przy seansie nie schodził, a sympatią do głównego bohatera i niefrasobliwej Benten pałałam gorąco przez wiele miesięcy, nigdy nie oczekiwałam, iż cztery lata później będzie mi dane poznać dalsze ich losy. Kontynuacja jest nie tylko udana, ba, pod wieloma względami wręcz przewyższa serię pierwszą (i nie mówię tego wyłącznie z deficytu dobrych bajek!). Naprawdę z przyjemnością słuchało mi się inteligentnych rozważań Yasaburo i przyglądało rozwojowi jego życia. A nuż kiedyś dostaniemy jeszcze więcej; mam na to ogromną nadzieję.

Ciąg dalszy nastąpi.
(Ale co powinnam nadrobić w międzyczasie?)

4 komentarze:

  1. Ja osobiście już nie mam siły na nowsze anime to głownie czytam mangi/skanlacje a jak już oglądam to tylko te z lat 80tych i 90tych (albo Precure >____>)

    I to nie tobie zmienił się gust a dla "masowych odbiorców anime" dlatego widać ze teraz inne gatunki sa popularne niż nawet 3-5 lat temu.

    A nowy Berserk to pomyłka. Ja skończyłem czytać mangę dekadę temu to pewnie z 2-3 chaptery jestem do tyłu xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę Cię rozumiem, też ostatnio nie oglądam anime, ale z trochę innych powodów. Bo nawet "kiedyś było lepiej" nie sprawdzi się w moim przypadku, gdy mam mnóstwo klasyków czekających tylko na obejrzenie i prawie pewnych, że mi się spodobają. Jestem też pewna, że trochę najnowszych rzeczy kiedyś mi podejdzie - nawet wspomnianego przez Ciebie Uchouten Kazoku jeszcze nie tknęłam, mimo że przecież pierwszy sezon był genialny i przepiękny. O czym zresztą wiesz i bardzo się cieszę, że piszesz, że drugi jest nawet lepszy!
    Teraz wypaliłam się z chińskich bajek i zabrałam za kreskówki i komiksy DC (po całym życiu bycia Marvelfagiem, wew lad), więc w aktualnym sezonie oglądam tylko to o restauracji do świata fantasy i tylko dlatego, że jest spokojne i dojrzałe (jak na anime), więc pasuje do rodzinnego seansu z mężem. Nawet chciałam strzelić o tym notkę, że Green Lantern fajny, ale, dam, ubiegłaś mnie i co ja teraz zrobię ;)
    Eromanga Sensei szanuję, bo obserwowałam na twitterze jak sakugafagi oglądały dla, well, sakugi i cierpiały przez wszystko inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po najnowszym Spidermanie to chyba i ja się przerzucę na DC :')

      Usuń
    2. Jestem do tyłu już z kilkoma z tych wszystkich filmów, Strange'a i Wonder Woman też jeszcze nie widziałam, Spoderminów nawet wszystkich z poprzednich dwóch wersji nie.
      Ale obawiam się, że mi się spodoba, bo ja niskie wymagania mam, pewnie dlatego oglądam tyle anime in the first place :^)

      Usuń