sobota, 10 maja 2014

Półmetek wiosny 2014.

Niesamowite, co? Dopiero pisałam o końcówce sezonu zimowego, a już jesteśmy na półmetku wiosny. Nie przedłużając - oto moja opinia so far.

Akuma no Riddle - Kąpiele z kaczuszkami, szaleńcze śmiechy, klasa pełna assasinek, szaleńcze śmiechy, tajemnicze blizny, szaleńcze śmiechy, dwanaście dziewczyn z rozdwojeniem jaźni i schizofrenią w jednej klasie, szaleńcze śmiechy, niezrównoważony psychicznie dyrektor i przede wszystkim, mnóstwo szaleńczych śmiechów! Wyborna rozrywka, już chcę więcej, tym bardziej, za każdą postacią kryje się moja ulubiona, Mroczna Przeszłość™. Motyw Assasinki Tygodnia przypomina trochę Dangę, równie słabą, choć może odrobinę przyjemniejszą w odbiorze, ze względu na możliwość spróbowania swoich sił w rozwiązywaniu zagadek powiązanych z poszczególnymi morderstwami. Dotychczas każdy (z wyjątkiem najnowszego) odcinek bazuje na niemal identycznym schemacie, tj:
1. Jedna z assasinek postanawia w końcu dorwać Haru, mając w tym Ważny Cel, który tłumaczy nam, podczas gdy w tle przygrywa Stosowna Muzyka.
2. Assasinka zbliża się do Ichinose, która jest na tyle głupia, by ślepo każdemu ufać.
3. Nasza kret- bohaterka zostaje uratowana przez Tokaku.
4. Niedoszła zabójczyni nawraca się albo nie.
5. Biedna dziewczyna znika bez wieści, a wychowawcy nie dziwią przenosiny kolejnej uczennicy.
Not gonna lie, oglądam to tylko dla obiecanego yuri, które...jeszcze się w ogóle nie pojawiło. Opening wpada w ucho.
PS Pistolet naładowany fiolką (?) z napisem "trucizna".
I think we have a winner, guys.

Black Bullet - loli są super. Wszyscy kochają loli, a co dopiero loli z dużymi spluwami. Ruda loli ze spluwą? Sounds like a dream. No więc dlaczego, psia mać, to jest takie słabe! Pierwszy odcinek był przyjemnie niezobowiązujący, ale nie może być przecież zbyt dobrze, prawda? Patos zaczął wzrastać, by osiągnąć apogeum w epizodzie czwartym, który nie zasługuje nawet na określenie "mierny". Irytujące, choć niczego lepszego się nie spodziewałam.

Bokura wa Minna Kawaisou - przede wszystkim, zanim zapomnę, rozpisując się o mało istotnych kwestiach fabularnych - grafika! Tła są zachwycające, pełne kolorów, ślicznych detali, naprawdę cieszą oko swoim bogactwem. Jak na komedię, humor jest raczej mierny, aczkolwiek bywają lepsze momenty. Raczej przeciętniak, choć bardziej na plus.

Diamond no Ace - leftover z zimy, nareszcie się ustosunkowano  co do liczby odcinków (52). Ni lepiej, ni gorzej. Obecny mecz jest trochę przeciągany, choć nie tak, jak mecze z Kurobasu 2.

Gokukoku no Brynhildr - widać, słychać i czuć autora (nie)sławnego Elfen Lied, kolejne traumy z dzieciństwa, znowu ucieczka z laboratorium, i tym razem wątek "dość" tragicznej przyjaźni z dzieciństwa. Wielki minus na samym starcie za tak potworną nieoryginalność i bazowanie na sprawdzonym schemacie. Na szczęście, tutaj poszczędzono nam gore i niepotrzebnej nagości. Tylko że to jedyny pozytyw jest. Kretynizm bohaterów wylewa się z ekranu, absurd goni absurd (sama postać Kany, sparaliżowanej gothic lolity, która porozumiewa się ze światem za pomocą....kalkulatora, który umie mówić, krzyczeć, szeptać i pewnie nawet śpiewać), protagonista niebezpiecznie przypomina mi Satoshiego Houjou (ale tylko z wyglądu), coś niby się dzieje, ale w sposób tak chaotyczny i kompletnie bezsensowny, że nie jestem w stanie zrozumieć, co konkretnie autor chciał nam przekazać.
-Nie zbliżaj się do mnie więcej, to niebezpieczne!
~Dobrze, to tylko zostawię ulotkę i już idę.
-Poczekaj, opowiem Ci historię mojego życia.
PS Czy ktoś umie wymówić ten tytuł poprawie? Srsly, przewiduję nagrody.

Haikyuu!! - KuroBasu ma naprawdę mocnego przeciwnika! Zapowiada się wyborna sportówka, bardzo przyjemna w odbiorze. Co najlepsze, nasi bohaterowie nie są przesadnie uzdolnieni, bardzo nieadekwatnie do swojego wieku, toteż mam szczerą nadzieję, iż zostaną nam również oszczędzone nienaturale power upy. Pierwszy mecz był naprawdę widowiskowy, już widać nieznaczny progres Hinaty i Kageyamy (KaGEJamy, KaGEJamy, KaGEJamy, czyżby nieme zaproszenie do spekulacji, w stylu pociągów wjeżdżających w tunel po treningach...?). Póki co, jestem pełna pozytywnych odczuć.

Inugami-san to Nekoyama-san -czyli kolejny uczestnik w konkursie "najgorsze juri wszechczasów", czemu wszystkie anime spod tego gatunku muszą być tak niemiłosiernie...złe?

Isshuukan Friends. - co za dużo, to niezdrowo, a szczególnie, jeśli chodzi o cukier. Czysto teoretycznie, lubię pozytywne anime, jednak tutaj wypada to wręcz nierealnie, za dużo tych dobroci, za mało character developmentu czy chociażby...fabuły? Nawet najprostsze założenia są kompletnie nieoryginalne, motyw z amnezją - było, i to setki razy, ale da się go obrobić w interesujący sposób, wystarczy spojrzeć na Ef. Nie ma tragedii, choć szału tym bardziej.

Kamigami no Asobi - Pierwsze pięć minut. Długowłosy biszołnen przechodzi mahoushoujową przemianę i to w bardo widowiskowy sposób. Kolejne minuty. Protagonistka, typowa yamato nadeshiko, znajduje Magiczny Miecz, który przenosi ją do Tajemniczej Krainy. Tam czeka na nią własne stado bizonów, z czego każdy reprezentuje do bólu schematyczny rodzaj osobowości. Jest tradycyjnie Bisz Mroczny "Nie-Zbliżaj-się-Do-Mnie-To-Niebezpieczne", mamy Bisza Cichego i Inteligentnego, Bisza Trolla, Bisza Rozkosznego, Bisza-Shotę "Nienawidzę-Głupich-Bab", jest też Bisz-Niezdara. Podczas gdy nasza bohaterka zwiedza świat, natyka się na każdego kolejno, naturalnie, pojawianiu się panów towarzyszą sparkle oraz wyrastające im z głów kwiaty. Brzmi jak genialna parodia reverse haremów? Pudło, oni tak na serio.  Muszę jednak pochwalić stronę audiowizualną, grafika jest staranna, kolory bardzo soczyste, tła i krajobrazy naprawdę piękne, a skrzypcowe, dzwonkowe czy fletowe utwory to miód dla uszu. Jest humor, są bisze, wpadła nawet całkiem ogarnięta heroina (jak na standardy yamato nadeshiko, oczywiście). No i Kamiyan, w roli długowłosego Baldera (tak, tego z mitologii nordyckiej). Idealne na deszczową handrę. Apollo-san sprowadzi uśmiech nawet na najbardziej zmartwionej trudami życia codziennego twarzy. A przynajmniej uśmiech politowania.

Kanojo ga Flag wo Oraretara - why did I even touch this shit. Why is this bloody shit so bad!

Mangaka-san to Assistant-san to The Animation - Jeśli nie ma się koncepcji na dobrą komedię, zawsze można dorzucić cycki. Gorzej, gdy nawet damskie walory nie są specjalnie zachęcające. Ale spokojnie, są również pantsu. Niestety, i do tego się nie przyłożono. No tits, no sense, 0/10.

Mekakucity Actors - Ja naprawdę nie mam słów, by wyrazić swoją gorycz. Moje ulubione studio. (#SHAFTERS). Moje wspaniałe KagePro. To nie miało się nie udać. Doshite, the hell. Dlaczego postanowili zrobić coś takieg- No na litość boską. SHAFT. Przynajmniej grafika powinna być ładna. Bynajmniej. Animacja jest cholernie niestaranna. Postacie w dalszych odjęciach wyglądają gorzej, niż ja bym je narysowała na kolanie. Zupełny brak detali. W najgorszych momentach, ciężko odróżnić głowę od dupy. Tak, tła i statycznie klatki nie wyglądają źle. SHAFTowo. Odcinek o Heat Haze Days nie był słaby. Przepraszam Was, ale nie umiem znaleźć innego przymiotnika. "Tragiczny" to też za mało. Płakałam. Z żalu. Ze strachu, co mogą zrobić z resztą moich ulubionych piosenek (jak chociażby Imagination Forest). Niewystarczająco również by rzec, że Marry jest strasznie irytująca. Takich rzeczy się ludziom nie robi.

Mushishi Zoku Shou - nie sądziłam, że to może być możliwe, ale... Zoku Shou jest jeszcze lepsze, od sezonu pierwszego. Perfekcja w każdym calu, poczynając od niesamowitego klimaty, idąc poprzez zapierającą dech w piersiach stronę audiowizualną, a kończąc na interesujących fabularnie nowych przygodach Ginko.
.
..
...
Wait, czy to nie czasem nie przypomina mojego opisu serii pierwszej...?
Anyway, mój zdecydowany fawort sezonu i niepodważalne 10/10. Jedynym minusem jest długość, nastawiałam się na przynajmniej 25 odcinków, jednak nie będę marudzić, tyle i tak mi wystarcza do pełni szczęścia.

Nisekoi - utrzymywanie statusu quo od tak cholernie długiego czasu, robi się niesamowicie interesujące, niestety, rozpoczęła się ekranizacja najnudniejszej części mangi, czyli tej, w której po raz pierwszy pojawia się Marika. Humor ustępuje niezdecydowanym poczynaniom głównych bohaterów, kolejne odcinki stają się coraz bardziej nużące. Szkoda.

No Game No Life - jest moc, jak to powiadają! Idealny dowód na to, że protagonista wcale nie musi być bezczłonkowym wymoczkiem, a i z konwencji kuudere da się sporo wyciągnąć. Inteligencja Shiro oraz Sory zachwyca, ale nie odstrasza. Nie wszystkie odcinki trzymają poziom, mimo to, humor pełen nawiązań do shounenowych serii (jak chociażby wszechobecne JoJo), autentycznie bawi. Tak właśnie powinno się robić dobrą przygodówkę fantasy w alternatywnym świecie.

Ryuugajou Nanana no Maizoukin (TV) - jak nie przepadam za duchową tematyką (Delikatnie mówiąc - powiedziała, spoglądając na TOxA oraz Golden Time), tym razem wyszło to całkiem w porządku. Spodziewałam się po tym anime okrągłego zera, a dostałam niezły pomysł i przede wszystkim, oryginalnie wykreowanych bohaterów. Sam protagonista się broni, niby nie cechuje go nic niezwykłego, ale jest ironiczny, lekko złośliwy, dość pewny siebie, bystry i przede wszystkim, niegłupi. Tensai prezentuje nowe podejście do tradycyjnej kreacji tsundere, wielki plus. Niby się rumieni, krzyczy i wali tsunderowością (w niektórych scenach), ale jak MC, nie jest tępą dzidą, ślepo podążającą za scenariuszem, cechuje ją spryt, inteligencja oraz błyskotliwość. No i Daruku, best-trap-ewah!

Selector Infected WIXOSS - cute girls fighting with the cute cards- a nie, przepraszam, to przecież bardzo mhorczna opowieść, o bardzo mhorcznych dziewczętach, wplątanych w bardzo mhroczną grę, o bardzo mhrocznych zasadach... Nie, nie, po prostu nie. Zapalmy znicz z bajerami dla J.C. Staffu. {*}

Sidonia no Kishi - powolne, dziwnie cichawe, niepokojące, intrygujące i trochę nudnawe, jak większość mang pana Tsutomu Niheia, czyli zadanie chyba spełnione. Nie do końca przekonuje mnie pełne CGI, niektóre sceny wyglądają doprawdy komicznie, a czasem jakby przeskakują kilka klatek. Opening is so full of win, tho. Uwielbiam go całym serduszkiem, podoba mi się chyba bardziej, od samego anime, a to dość nieciekawa sprawa.

Soredemo Sekai wa Utsukushii - początkowo - kandydat do szojca roku (jeśli nie ostatnich dwóch, albo i trzech lat), po kilku odcinkach mój zapał nieco opadł. Historia jest pełna autentycznego ciepła, Nike i Livius to fajna parka, choć nijak nie widzę chemii pomiędzi nimi, której istnienie próbują nam wmówić twórcy. Soredemo wpadło w pułapkę większości serii, które prezentują romans pomiędzy kobietą i młodszym chłopcem, ich relacja przypomina raczej starszą siostrę oraz młodszego brata, niźli zakochanych. No cóż, seans każdego epizodu jest w każdym razie miłą rozrywką, czekam na więcej.

I na koniec - wszystkiego dobrego dla dzisiejszych solenizantów!
Mam nadzieję, że w życiu poszczęści się Wam bardziej, niż w momencie, gdy rodzice wybierali Wasze imiona.

PS Dziś bez obrazków, wybaczcie. Ani nie chciało mi się szukać, ani nawet za nimi specjalnie nie przepadam.

15 komentarzy:

  1. "Na szczęście, tutaj poszczędzono nam gore i niepotrzebnej nagości."
    HAHAHAHAHA
    HAHAHAHA
    HAHAHAHAHHAHA
    TY JESZCZE NIE WIESZ XD

    Also, nie widzę Ping Pong, nie szanuję, aż chyba idę walnąć notkę na zjebajkach o zajebistości mangi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAHAHAHAHAHA
      ŻARTUJESZ
      NIE
      NIE?

      Soz, nie widziałam absolutnie nic pociągającego w ping pongu, noale.
      Planowałam raczej obejrzeć w końcu JoJo 2012 (od wieków absolutnych tkwię na szóstym odcinku) i zabrać się za Stardust Crusaders, naprawdę twierdzisz, że na rzecz Ping Ponga, mam je odłożyć na kolejne kilka tygodni?

      Usuń
    2. Najlepiej odłóż oba i zacznij od mang. Ping Pong jest króciutki, a można też go wchłonąć pomiędzy którymiś częściami JoJo.

      Usuń
    3. To akurat nie wchodzi w grę, albowiem:
      A. VIZ wydał jedynie 16 tomów (kręgosłup moralny, jak mongolskie kolorowanki, to tylko kupne).
      B. Nie swędzi mnie ekstra gotówka anyway.
      C. Nie przepadam za mangiem (już nie mówiąc o skanach, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji), nieważne jak dobrym.
      D. "Zacznij" sugeruje, że najpierw mam ogarnąć mangę, a potem obejrzeć anime. Po przebrnięciu przez sto tomów, średnio będę mieć ochotę na powtórkę z rozrywki.
      E. Egzaminy, senpai. Mam to szczęście, że jeszcze się edukuję, toteż teoretycznie powinnam zakuwać, jednak spędzam całe dnie wizualizując sobie siebie smażącą frytki i zmieniającą fryturę w Macu czy innym Burger Kingu, co ma mi dać motywację, ale tylko zniechęca do bajek.
      F. Still, ping pong jakoś mnie nie przekonuje, noale reżyser Tatami Galaxy, Kaiby czy Kemonozume brzmi zachęcająco.

      Mimo wszystko, dziękuję za tak uprzejmą rekomendację. Pewnego dnia, na pewno to zrobię.

      Usuń
    4. "Po przebrnięciu przez sto tomów, średnio będę mieć ochotę na powtórkę z rozrywki."
      Kuźwa, z kim ja tu staram się nawiązać dyskusję.

      Kup sobie tablet i zacznij wchłaniać mangi.

      Usuń
    5. Wybacz, że jestem tak nieciekawą osobą. Czekam, aż w końcu wytkniesz mi gównogust, ewentualnie bycie gówniakiem, ostatecznie - spierdoliną. Zawsze o tym marzyłam.

      Tak się składa, że posiadam już od dawna i nie lubię czytać na nim równie mocno, co na komputerze.

      Podtrzymuję to, co "nierozważnie" napisałam, pierdyliard chapterów jest ponad moje siły. Nigdy nie przeczytałam mangi, a następnie nie obejrzałam anime na jej podstawie, bo zwyczajnie nie przepadam za komiksami, w wersji papierowej zdecydowanie wolę książki, a jeżeli chodzi o sam dobytek japońców - bajki. Jeśli znam już daną historię, nigdy nie mam też ochoty na powtórne jej przeżycie. Anime JoJo obejrzę na pewno, nie wiem jak z mangą, może kiedyś, wszak ludzie i gusta się zmieniają. A to już w ogóle abstrahując od tego, że shouneny kompletnie nie są moją bajką, a uniwersum JoJo chciałam poznać wyłącznie ze względu na liczne rekomendacje (i póki co, zostałam ukontentowana jakością tych sześciu odcinków, które dotychczas obejrzałam). Mimo wszystko, dalej jestem pod wrażeniem kultury Twoich argumentów, and I'm not even being sarcastic. Widać świat zmienia się na lepsze, ludzie stają się coraz bardziej uprzejmi i tak dalej.

      Usuń
    6. Nie ma nadziei dla tego świata.

      Usuń
    7. Bzdura. Kierowca autobusu przepuścił mnie dziś na pasach. To się zdarza rzadziej, niż Anglik z fałdkami również i na mózgu. Świat jest wspaniały.

      Usuń
    8. A ja wczoraj pomogłem wstać 11-latce w łyżworolkach po upadku, to jeszcze nic nie zmienia.
      A teraz konkretnie:
      "Podtrzymuję to, co "nierozważnie" napisałam, pierdyliard chapterów jest ponad moje siły."
      JoJo jest podzielone na części, co jest wiadome, sprawia to, że można przeczytać jedną część, odstawić serię na jakiś czas i wrócić później. Dodatkowo daje to ten fajny motyw poznawania bohaterów, antagonistów WIELOKROTNIE.
      "Nigdy nie przeczytałam mangi, a następnie nie obejrzałam anime na jej podstawie, bo zwyczajnie nie przepadam za komiksami"
      Tutaj autor Bokurano płacze.
      "Jeśli znam już daną historię, nigdy nie mam też ochoty na powtórne jej przeżycie."
      W JoJo nie chodzi o historię (przynajmniej nie do siódmej części), tylko o fabulous i mindfuckowe standy (4-6), jak można nie chcieć dwa razy tak zajebistej rzeczy?:O
      "A to już w ogóle abstrahując od tego, że shouneny kompletnie nie są moją bajką, a uniwersum JoJo chciałam poznać wyłącznie ze względu na liczne rekomendacje (i póki co, zostałam ukontentowana jakością tych sześciu odcinków, które dotychczas obejrzałam)."
      IMHO JoJo wypada znać, choćby dlatego, że to z tej serii zrzynają wszystkie inne, poza tym od siódmej części jest to seinen. What now?
      "Mimo wszystko, dalej jestem pod wrażeniem kultury Twoich argumentów, and I'm not even being sarcastic. Widać świat zmienia się na lepsze, ludzie stają się coraz bardziej uprzejmi i tak dalej."
      Czy Ty mnie masz za jakiegoś chama (z tym jeszcze mogę się zgodzić), który nie potrafi napisać jednego zdania bez przekleństwa i naubliżania komuś? Srsly?

      Usuń
    9. "JoJo jest podzielone na części, co jest wiadome, sprawia to, że można przeczytać jedną część, odstawić serię na jakiś czas i wrócić później. Dodatkowo daje to ten fajny motyw poznawania bohaterów, antagonistów WIELOKROTNIE."
      Po raz enty. Wierzę na słowo, że manga jest wielokrotnie lepsza od anime, jednak mimo wszystko, NIE LUBIĘ ICH CZYTAĆ. Tak jak również wspomniałam, nie zaprzeczam, jakobym kiedyś mogła zmienić zdanie. Twierdzisz, że "ten fajny motyw poznawania bogaterów i angagonistów wielokrotnie" przedstawiono tylko w mandze? Z tego co mi wiadomo, pokolei ekranizowano wszystkie części, czyli Phantom Blood i Battle Tendency w 2012 oraz Stardust Crusaders w najnowszej serii, toteż nawet oglądając bajkę, nie powinno mnie to ominąć.
      "Tutaj autor Bokurano płacze."
      Niezmiernie mi przykro, kiedyś to odkręcę, I do promise, bo akurat manga Bokurano mnie interesuje.
      "W JoJo nie chodzi o historię (przynajmniej nie do siódmej części), tylko o fabulous i mindfuckowe standy (4-6), jak można nie chcieć dwa razy tak zajebistej rzeczy?:O"
      Gardzę jabłkami i nienawidzę psów, to również dziwi wielu ludzi, ale taka już stety-niestety jestem. Wszystko trafi swoją magię po pierwszym razie, drugi raz to już nigdy nie to samo, znasz wyniki pojedynków, zagadki są no longer zagadkami i tak dalej.
      "IMHO JoJo wypada znać, choćby dlatego, że to z tej serii zrzynają wszystkie inne, poza tym od siódmej części jest to seinen. What now?"
      A to nie zmienia faktu, że wszystko od szóstej w dół, dalej jest shounenem. Liczne nawiązania do JoJo w wielu seriach są kolejnym powodem, dla którego zaczęłam coś, co z góry (ze względu na gatunek) normalnie bym skreśliła.
      "Czy Ty mnie masz za jakiegoś chama (z tym jeszcze mogę się zgodzić), który nie potrafi napisać jednego zdania bez przekleństwa i naubliżania komuś? Srsly?"
      Bynajmniej! Upraszam o wybaczenie, jeśli moje stwierdzenie odebrałeś jako ofensywę. Krąży jednak parę "mitów" na Twój temat, "zdarza" Ci się prowadzić konwersację, jakby traktując rozmówcę z góry, co składa się na jedną konkluzję - nie taki zły Ryż, jak go malują.

      Usuń
    10. 1. Odnosiłem się do pierdyliarda chapterów, który niby ma odstraszać. To nie jest coś jak One Piece, który nigdy się nie kończy.
      2. Shippo poleca.
      3. Ja ogólnie gardzę owocami, pozdrawiam. I nie zgodzę się z traceniem mangi, po przeczytaniu Cross Game'a obejrzałem kilka odcinków anime, popłakałem się na pierwszym mimo znania całości. Czasem magia może się potęgować, poza tym w anime, jak nazwa poniekąd wskazuje, chodzi też o animację, więc nawet dla niej można oglądać bajkę.
      4. Jest, ale IMO skreślanie jakiegoś gatunku z góry to złe podejście, osobiście staram się nie wyrażać opinii na temat czegoś, dopóki tego nie poznam, wielokrotnie złamałem tę zasadę i potem plułem sobie w brodę. Przynajmniej ja tak uważam, dunno, mi się podoba LN-ka High School DxD, gównogust pełną parą.
      5. Krąży tyle mitów co gołębi w Krakowie, szkoda, że mało kto wie jak jest naprawdę i sobie tylko wymyśla na mój temat jakieś teorie. A może i dobrze. Cokolwiek.

      Usuń
    11. "Odnosiłem się do pierdyliarda chapterów, który niby ma odstraszać. To nie jest coś jak One Piece, który nigdy się nie kończy."
      Good point, tym bardziej, że Łąpisa również zaczęłam (i porzuciłam, out of interest, zabierając się za anime).
      "chodzi też o animację, więc nawet dla niej można oglądać bajkę."
      A czasem chodzi głównie o nią, dlatego też preferuję anime, zwyczajnie lubię animację (oraz soundtrack, co na pewno mówiłam).
      "I nie zgodzę się z traceniem mangi, po przeczytaniu Cross Game'a obejrzałem kilka odcinków anime, popłakałem się na pierwszym mimo znania całości. Czasem magia może się potęgować,"
      Tutaj się różnimy. Dla przykładu, po obejrzeniu bajki Ourana, spróbowałam zabrać się za mangę od pierwszego tomu i autentycznie przymierałam z nudów, a humor w Ouranie bawił niezmiernie. Nawet nie chodzi mi o "powtarzalność" gagów, drażniło mnie, że ja już wiem, a na bohaterów spadnie taki przywilej za x odcinków. Dopiero po rozwarstwieniu się akcji, zaczęło mi się podobać. Lubię powracać do konkretnych momentów, nie do całych historii.
      "Jest, ale IMO skreślanie jakiegoś gatunku z góry to złe podejście, osobiście staram się nie wyrażać opinii na temat czegoś, dopóki tego nie poznam, wielokrotnie złamałem tę zasadę i potem plułem sobie w brodę."
      I niewyrażanie opinii na dany temat przed stuprocentowym tego poznaniem zupełnie popieram. Gdybym była upartym, zamkniętym na nowe gatunki złośliwcem, nie obejrzałabym chociażby takiego Golden Boya, niby ecchi, a wyborna rozrywka. No i do dziś przepraszam wszystkie mechy, które przeklnęłam po Kod Gijasie (dżiz, jak ja tego cholerstwa nie trawię), głównie z powodu zapoznania się z NGE i Bokurano. Gatunek shounen to mostly shit, choć absolutnie nie neguję istnienia chlubnych wyjątków.
      "szkoda, że mało kto wie jak jest naprawdę i sobie tylko wymyśla na mój temat jakieś teorie."
      W każdym micie tkwi coś z prawdy, nie zaprzeczysz. Still, na pewno nie pasujesz do obrazu chama absolutnego, chociażby z racji bycia w stanie prowadzić dyskusję na poziomie.

      Usuń
    12. "Łąpisa"
      Aż mi się przypomniał łąpis od Waneko ;_;
      "A czasem chodzi głównie o nią, dlatego też preferuję anime, zwyczajnie lubię animację (oraz soundtrack, co na pewno mówiłam)."
      To już prościej codziennie przeglądać sakugabooru. :P
      Na Ourana nic nie powiem.
      "No i do dziś przepraszam wszystkie mechy, które przeklnęłam po Kod Gijasie (dżiz, jak ja tego cholerstwa nie trawię), głównie z powodu zapoznania się z NGE i Bokurano."
      Wiesz co, osobiście nie uznaję NGE i Bokurano za mecha per se, to są serie "Z" mechami, ale nie są na nie nastawione. NGE to bardziej depresja autora, Bokurano to psychological. Mecha same w sobie to bardziej TTGL czy Gundamy.
      Tak samo jak Cross Game jest serią z baseballem, a nie o samym baseballu.
      "W każdym micie tkwi coś z prawdy, nie zaprzeczysz."
      Oczywiście, że nie, tak samo jak temu, że stereotypy to mądrość starszych pokoleń.
      "Still, na pewno nie pasujesz do obrazu chama absolutnego, chociażby z racji bycia w stanie prowadzić dyskusję na poziomie."
      Gdzie?

      Usuń
    13. "Aż mi się przypomniał łąpis od Waneko ;_;"
      N.H.K z tymże podpisem?
      "Na Ourana nic nie powiem."
      Good.
      "Mecha same w sobie to bardziej TTGL czy Gundamy"
      Akurat TTGL również mi się nie podobało, chyba jednak wolę "niemechowe" NGE i Bokurano.
      "Gdzie?"
      Much Ryżlike.

      Usuń
    14. "N.H.K z tymże podpisem?"
      http://sfierszcz.soup.io/post/277744631/Image
      Tenże podpis został wykonany po tym jak pokazałem im ów pasek.

      "Gdzie?"
      Much Ryżlike.

      Kuźwa, czekam aż ktoś napisze o mnie magisterkę.

      Usuń